Stoję przy swojej szafce
w szkole, i staram się nie zwariować. Po prawej stoi Elisabeth, która bez
przerwy nawija mi o Justinie Biebierze, aż normalnie rzygam nim! Elis, to
drobna dziewczyna, z kruczymi włosami do ramion, bujnymi jak nie wiem co! Do
tego śliczne brązowe oczy. Jej styl ubierania mnie powala, chodzące EMO! Plusem
jest to że się nie tnie. Po lewej stronie stoi Margarett, ona jak zwykle: moda,
ciuchy, moda. Dziewczyna chodzący plastik. Po prostu jak się na nią patrzy to
nic tylko do sklepu po patelnie i pierdolnąć jej w łeb! Ale i tak się
przyjaźnimy. Z Margarett od 1klasy podstawówki, jedna ławka i takie tam, a z
Elis od roku. Biedulka, rodzice (znowu) się przenieśli i zmieniła szkołę, była
sama jak palec więc postanowiłyśmy ją przygarnąć. Tzn. to był głównie mój
pomysł, ale oczywiście Margarett musi być cool, i że to ona na to wpadła. Ale
okej, pomińmy ten fakt. Dziewczyny po prostu jak by siebie nie widziały i nie
słyszały! W jednym czasie mówią mi o swoich sprawach! Idzie oszaleć… Jak tyle z
nimi wytrzymałam? Proste! Nie słucham ich. Raczej myślę o tym nowym chłopaku.
Niezłe ciacho. Nagle, zbawienie. Dzwonek! Tak, teraz sobie pomyślicie, ale
ostro ma narąbane – cieszy się że ma dzwonek. Postawcie się w mojej sytuacji.
Ostatnia lekcja. Na całe szczęście, dłużej bym nie wytrzymała. Luźna, bo
religia. Wszyscy siedzą już w ławkach, oczywiście znajomy głos Erika, z tyłu
klasy:
- Kto ma dwa podręczniki?!
Oczywiście, wszystkie dziewczyny(po za mną) rzuciły się żeby mu go dać, a on ogląda która najładniej ubrana i właśnie od niej bierze ten podręcznik. Żałosne. Wchodzi ksiądz, już widać że ma zły dzień, bo idzie jak by zaraz miał dokonać egzekucji. Usiadł przy biurku, odpalił e-dziennik (zmora szkoły!) i sprawdza obecność. Zezłościł się na naszą klasę, oczywiście jak zwykle nikt nie wie za co. Dał nam 10 pytań na które mamy odpowiedzieć do końca lekcji, potem zeszyty na biurko. To ja wyciągam telefon, wujaszek Google, i heja! Skończyłam właśnie 10 pytanie, i miałam odpalić gg w telefonie, ale dzwonek. O Kuźwa! Chyba mi coś dzisiaj nie poszło sprawnie… No pewnie dla tego że z dwadzieścia razy przerywano mi, żeby zapytać jaka odpowiedź, a ja jak zawsze odpowiadam kulturalnie. No bo jakżeby inaczej. Spakowałam podręcznik, długopis, zostawiłam zeszyt na biurku, zarzuciłam na siebie płaszcz, opatuliłam się szalikiem i wyszłam ze szkoły. Już miałam włożyć słuchawki w uszy, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Hej, Rox.
-O… Erik… Czego chcesz?
-Czy ja muszę czegoś chcieć żeby pogadać z moją ulubioną koleżanką z klasy?
-Hm.. Z koleżanką, i do tego ulubioną! Tak! Czegoś musisz chcieć!
-Ok… W sumie to mam jedno pytanie.
-Yhym…
-Powiedz mi, czemu nigdy Ciebie nie widzę w tym całym tłumie laseczek? Nawet przymulona Elis, tam stoi! A ty?
-Elisabeth nie jest przymulona! Czemu nie stoję? Nie będę się poniżała przed jakimś jełopem!
-U.. Zadziora, lubię takie – właśnie na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
-U... Idiota, nienawidzę takich! – i w tym momencie znikł… Oh! Jak ja uwielbiam to robić!
Weszłam na parking, podeszłam to mojego kochane garbusika, weszłam do środka, rozejrzałam się dookoła, Erik dalej stał. Pokazał mi że mam do niego zadzwonić. No chyba sobie śni! Do niego? W życiu! Odpaliłam graciaka i ruszyłam w kierunku DOM. Po 30 minutach byłam na miejscu, nie dla tego że tak wolno jechałam, ale dla tego że tak daleko mieszkam. Stanęłam przed moim pięknym domkiem jednorodzinnym, gdzieś na odludziu. Weszłam do środka, od razu przywitało mnie moje Zoo. Pies, rasy Husky – Jackob. Biedny piesek, nazwałam go w tedy kiedy miałam jazdę na „Zmierzch”, ale to dawno i nie prawda, nie przyznaję Się do tego! Mam jeszcze dwie papugi, jedna żółciutka druga niebieska: Tweedy i Tuko. Królisiek, brązowy, średniego wzrostu: Bobi. No i oczywiście mój młodszy brat, Damien. Jak zawsze, od wejścia mnie wkurzał, więc po prostu udałam że go tam nie ma. Po minie Jackoba zauważyłam, że nie był na dworze. Co ten pies by beze mnie zrobił? Otworzyłam drzwi od tarasu i szybciutko wyleciał na dwór. Mamy duży ogród przed domem, więc ma gdzie się wybiegać, nie tylko on. Bobi, Damien i jego koledzy z ADHD, też z tego korzystają. Napełniłam wszystkim zwierzakom miski żarełkiem i nalałam wody. Mój tato smacznie spał w salonie. Biedaczek, całą noc pracuje, w dzień odsypia i rzadko kiedy ma czas dla siebie. Właśnie zauważyłam, że przez cały czas mam na sobie plecak, szybko rzuciłam go na półkę, i pobiegłam do kuchni. Zastanawiałam się co by zrobić na obiad… Spaghetti, tak to na pewno to na co mam ochotę. Szybko zrobiłam co trzeba, a czekając aż wszystko się dogotuje, wyciągnęłam matmę. 5 minut i już miałam zrobione. Nie jestem żadną kujonką, ale ułamki to banalny temat! Ok, matma zrobiona, więc lekcje wszystkie również. Obiad już doszedł do siebie, więc na talerz i na stół. Wystarczyło zawołać jedno proste słowo „obiad” i cała rodzina na nogach, ze śliniącymi się gębami.
-U.. Spaghetti! – powiedział tato, wszyscy to kochamy.
-Haha, ja szybko nakładam żeby mieć najwięcej dla siebie – mój ukochany samolub zawsze doda swoje trzy grosze.
-A więc, smacznego – rzuciłam, i szybko każdemu nałożyłam makaron i sos.
Kiedy każdy skończył ja zabrałam się do zbierania talerzy.
-Dziękuje, Roxana. Co my byśmy bez Ciebie zrobili? – Stwierdził tato.
-Nie wiem, ale długo byście nie pociągnęli na Fast foodach.
-Tak bardzo przypominasz mi Twoją matkę.
Nic nie odpowiedziałam… Po mojej mamie ślad zaginął jak miałam 6 lat, a mój brat roczek. Obiecałam sobie w tedy że jak dorosnę spróbuję ją znaleźć, ale wiem że teraz już to bez sensu. Już jest 11 lat po jej zaginięciu… Tato zauważył, że to dalej dla mnie trudny temat i szybko dodał:
–Ja idę dalej spać, jak byś potrzebowała pomocy, daj znać. Wiesz gdzie mnie znaleźć – Uśmiechnął się.
-Na pewno się zgłoszę. – Powiedziałam i szybko dokończyłam to co zaczęłam.
Dalej mi jej brakuje. Pozmywałam naczynia i poszłam do siebie na górę. Ulżyło mi jak pomyślałam że jutro weekend. A jeśli weekend to impreza u Marg. Znowu będą się lały litry wódy, a ja jako jedyna (nie licząc Elis) będę trzeźwa. Muszę zachować trzeźwy rozum, gdyby nie ja to Marg, straciłaby dziewictwo już z milion razy! Wydaje mi się, że można stracić tylko raz, ale po niej można się wszystkiego spodziewać. Włączyłam mojego laptopa, uruchomiłam gadu-gadu, i czekałam na nowe ciekawostki ze świata mody i Justina Biebera. Weszłam na facebook’a, poczytałam posty, pośmiałam się z tekstów typu „ale wczoraj było”… Zawsze mnie to bawiło. Po chwili zobaczyłam że Erik jest na gadu, a to znaczy nieszczęście. Nie zdążyłam niestety dać się na niewidoczny i napisał do mnie..
-Hej.
-Czego?
-Z kim jutro idziesz na imprezę.
-Na pewno nie z Tobą.
-Skąd w Tobie tyle złości?
-Wrodzona nienawiść do takich dzieci jak ty.
-Takich jak ja? Czyli?
-Niedorobionych…
-Aha, no ok… Bo miałem zamiar iść z Tobą…
-Haha. Ze mną?! A co z Jess.? Olała Ciebie? Haha
-My nawet razem nie byliśmy… Ale podczas kłótni powiedziałem że jej nie potrzebuje i mam z kim iść.
-I co? Mam udawać twoją ex? Niedoczekanie…
-Nie ex! Na pewno nie! Ale mogłabyś poudawać że mnie lubisz i że chcesz ze mną pójść…
-Niedoczekanie..
-Okej, ale na pewno się nie poddam.
Już mu nawet nie odpisałam, wolałam się zająć przyjaciółkami. Umówiłyśmy się na 13, na zakupy. Już się nie mogę doczekać! Spojrzałam na zegarek: 22:05. Ok, wyłączyłam komputer, poszłam wziąć długą odprężającą kąpiel. Siedziałam w wannie, czytając moją ukochaną książkę. Nagle usłyszałam jakieś hałasy w moim pokoju:
-Damien! Jeśli to ty, to w moim pokoju nie ma tej gry którą Ci zabrałam! Gdybyś się słuchał, jak na człowieka przystało nie byłoby problemu! A teraz zjeżdżaj do pokoju, i kładź się spać gówniarzu! – ku mojemu zaskoczeniu, odpowiedziała mi cisza… Spodziewałam się raczej pyskówy, jaka to ja wredna siostra i w ogóle. Zdziwiłam się. Wyszłam z wanny, ubrałam w piżamę i weszłam do pokoju. O Boże! Co za burdel! To znaczy, nie to żeby wcześniej było jakoś czyściej, ale przecież nie było aż tak źle… Zobaczyłam że okno jest otwarte na szerokość. Wychyliłam się, w sumie nie wiem czego się spodziewałam, ale zobaczyłam tylko ciemność. No tak. Podniosłam szafkę, poukładałam wszystko byle jak i położyłam się do łóżka, tłumacząc sobie, że to wszystko wiatr.. Choć sama wiedziałam że to kłamstwo.
- Kto ma dwa podręczniki?!
Oczywiście, wszystkie dziewczyny(po za mną) rzuciły się żeby mu go dać, a on ogląda która najładniej ubrana i właśnie od niej bierze ten podręcznik. Żałosne. Wchodzi ksiądz, już widać że ma zły dzień, bo idzie jak by zaraz miał dokonać egzekucji. Usiadł przy biurku, odpalił e-dziennik (zmora szkoły!) i sprawdza obecność. Zezłościł się na naszą klasę, oczywiście jak zwykle nikt nie wie za co. Dał nam 10 pytań na które mamy odpowiedzieć do końca lekcji, potem zeszyty na biurko. To ja wyciągam telefon, wujaszek Google, i heja! Skończyłam właśnie 10 pytanie, i miałam odpalić gg w telefonie, ale dzwonek. O Kuźwa! Chyba mi coś dzisiaj nie poszło sprawnie… No pewnie dla tego że z dwadzieścia razy przerywano mi, żeby zapytać jaka odpowiedź, a ja jak zawsze odpowiadam kulturalnie. No bo jakżeby inaczej. Spakowałam podręcznik, długopis, zostawiłam zeszyt na biurku, zarzuciłam na siebie płaszcz, opatuliłam się szalikiem i wyszłam ze szkoły. Już miałam włożyć słuchawki w uszy, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Hej, Rox.
-O… Erik… Czego chcesz?
-Czy ja muszę czegoś chcieć żeby pogadać z moją ulubioną koleżanką z klasy?
-Hm.. Z koleżanką, i do tego ulubioną! Tak! Czegoś musisz chcieć!
-Ok… W sumie to mam jedno pytanie.
-Yhym…
-Powiedz mi, czemu nigdy Ciebie nie widzę w tym całym tłumie laseczek? Nawet przymulona Elis, tam stoi! A ty?
-Elisabeth nie jest przymulona! Czemu nie stoję? Nie będę się poniżała przed jakimś jełopem!
-U.. Zadziora, lubię takie – właśnie na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
-U... Idiota, nienawidzę takich! – i w tym momencie znikł… Oh! Jak ja uwielbiam to robić!
Weszłam na parking, podeszłam to mojego kochane garbusika, weszłam do środka, rozejrzałam się dookoła, Erik dalej stał. Pokazał mi że mam do niego zadzwonić. No chyba sobie śni! Do niego? W życiu! Odpaliłam graciaka i ruszyłam w kierunku DOM. Po 30 minutach byłam na miejscu, nie dla tego że tak wolno jechałam, ale dla tego że tak daleko mieszkam. Stanęłam przed moim pięknym domkiem jednorodzinnym, gdzieś na odludziu. Weszłam do środka, od razu przywitało mnie moje Zoo. Pies, rasy Husky – Jackob. Biedny piesek, nazwałam go w tedy kiedy miałam jazdę na „Zmierzch”, ale to dawno i nie prawda, nie przyznaję Się do tego! Mam jeszcze dwie papugi, jedna żółciutka druga niebieska: Tweedy i Tuko. Królisiek, brązowy, średniego wzrostu: Bobi. No i oczywiście mój młodszy brat, Damien. Jak zawsze, od wejścia mnie wkurzał, więc po prostu udałam że go tam nie ma. Po minie Jackoba zauważyłam, że nie był na dworze. Co ten pies by beze mnie zrobił? Otworzyłam drzwi od tarasu i szybciutko wyleciał na dwór. Mamy duży ogród przed domem, więc ma gdzie się wybiegać, nie tylko on. Bobi, Damien i jego koledzy z ADHD, też z tego korzystają. Napełniłam wszystkim zwierzakom miski żarełkiem i nalałam wody. Mój tato smacznie spał w salonie. Biedaczek, całą noc pracuje, w dzień odsypia i rzadko kiedy ma czas dla siebie. Właśnie zauważyłam, że przez cały czas mam na sobie plecak, szybko rzuciłam go na półkę, i pobiegłam do kuchni. Zastanawiałam się co by zrobić na obiad… Spaghetti, tak to na pewno to na co mam ochotę. Szybko zrobiłam co trzeba, a czekając aż wszystko się dogotuje, wyciągnęłam matmę. 5 minut i już miałam zrobione. Nie jestem żadną kujonką, ale ułamki to banalny temat! Ok, matma zrobiona, więc lekcje wszystkie również. Obiad już doszedł do siebie, więc na talerz i na stół. Wystarczyło zawołać jedno proste słowo „obiad” i cała rodzina na nogach, ze śliniącymi się gębami.
-U.. Spaghetti! – powiedział tato, wszyscy to kochamy.
-Haha, ja szybko nakładam żeby mieć najwięcej dla siebie – mój ukochany samolub zawsze doda swoje trzy grosze.
-A więc, smacznego – rzuciłam, i szybko każdemu nałożyłam makaron i sos.
Kiedy każdy skończył ja zabrałam się do zbierania talerzy.
-Dziękuje, Roxana. Co my byśmy bez Ciebie zrobili? – Stwierdził tato.
-Nie wiem, ale długo byście nie pociągnęli na Fast foodach.
-Tak bardzo przypominasz mi Twoją matkę.
Nic nie odpowiedziałam… Po mojej mamie ślad zaginął jak miałam 6 lat, a mój brat roczek. Obiecałam sobie w tedy że jak dorosnę spróbuję ją znaleźć, ale wiem że teraz już to bez sensu. Już jest 11 lat po jej zaginięciu… Tato zauważył, że to dalej dla mnie trudny temat i szybko dodał:
–Ja idę dalej spać, jak byś potrzebowała pomocy, daj znać. Wiesz gdzie mnie znaleźć – Uśmiechnął się.
-Na pewno się zgłoszę. – Powiedziałam i szybko dokończyłam to co zaczęłam.
Dalej mi jej brakuje. Pozmywałam naczynia i poszłam do siebie na górę. Ulżyło mi jak pomyślałam że jutro weekend. A jeśli weekend to impreza u Marg. Znowu będą się lały litry wódy, a ja jako jedyna (nie licząc Elis) będę trzeźwa. Muszę zachować trzeźwy rozum, gdyby nie ja to Marg, straciłaby dziewictwo już z milion razy! Wydaje mi się, że można stracić tylko raz, ale po niej można się wszystkiego spodziewać. Włączyłam mojego laptopa, uruchomiłam gadu-gadu, i czekałam na nowe ciekawostki ze świata mody i Justina Biebera. Weszłam na facebook’a, poczytałam posty, pośmiałam się z tekstów typu „ale wczoraj było”… Zawsze mnie to bawiło. Po chwili zobaczyłam że Erik jest na gadu, a to znaczy nieszczęście. Nie zdążyłam niestety dać się na niewidoczny i napisał do mnie..
-Hej.
-Czego?
-Z kim jutro idziesz na imprezę.
-Na pewno nie z Tobą.
-Skąd w Tobie tyle złości?
-Wrodzona nienawiść do takich dzieci jak ty.
-Takich jak ja? Czyli?
-Niedorobionych…
-Aha, no ok… Bo miałem zamiar iść z Tobą…
-Haha. Ze mną?! A co z Jess.? Olała Ciebie? Haha
-My nawet razem nie byliśmy… Ale podczas kłótni powiedziałem że jej nie potrzebuje i mam z kim iść.
-I co? Mam udawać twoją ex? Niedoczekanie…
-Nie ex! Na pewno nie! Ale mogłabyś poudawać że mnie lubisz i że chcesz ze mną pójść…
-Niedoczekanie..
-Okej, ale na pewno się nie poddam.
Już mu nawet nie odpisałam, wolałam się zająć przyjaciółkami. Umówiłyśmy się na 13, na zakupy. Już się nie mogę doczekać! Spojrzałam na zegarek: 22:05. Ok, wyłączyłam komputer, poszłam wziąć długą odprężającą kąpiel. Siedziałam w wannie, czytając moją ukochaną książkę. Nagle usłyszałam jakieś hałasy w moim pokoju:
-Damien! Jeśli to ty, to w moim pokoju nie ma tej gry którą Ci zabrałam! Gdybyś się słuchał, jak na człowieka przystało nie byłoby problemu! A teraz zjeżdżaj do pokoju, i kładź się spać gówniarzu! – ku mojemu zaskoczeniu, odpowiedziała mi cisza… Spodziewałam się raczej pyskówy, jaka to ja wredna siostra i w ogóle. Zdziwiłam się. Wyszłam z wanny, ubrałam w piżamę i weszłam do pokoju. O Boże! Co za burdel! To znaczy, nie to żeby wcześniej było jakoś czyściej, ale przecież nie było aż tak źle… Zobaczyłam że okno jest otwarte na szerokość. Wychyliłam się, w sumie nie wiem czego się spodziewałam, ale zobaczyłam tylko ciemność. No tak. Podniosłam szafkę, poukładałam wszystko byle jak i położyłam się do łóżka, tłumacząc sobie, że to wszystko wiatr.. Choć sama wiedziałam że to kłamstwo.
Natala, co ty tu kurwa zrobiłaś?
OdpowiedzUsuńOd początku wstawiasz? Oczadziałaś?
No chyba sobie żartujesz... -_-
A wgl to ten... na love-or-poison.blogspot.com jest kupa nowych rozdziałów, więc możesz poczytac, tylko mówię. Jakby co to obrazki Karolina wstawiała, więc wiesz.. Haha, ważne że tekst jest. I nie jest krzywy. :P
Kłótnie Erika z Rox przypominają mi kłótnie moje i mojego kolegi.
OdpowiedzUsuńZaraz zabieram się za drugi rozdział:)