niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział XIII


Następnego ranka, zaraz po przebudzeniu ruszyłam do łazienki. Odświeżyłam się, ubrałam dresy, luźny T-shirt. Włosy związałam w byle jakiego koka, nie malowałam się. Na nogi ubrałam adidasy i wyszłam z komnaty. Rąk nie owijałam bandażem, założyłam tylko stabilizator, teraz już poruszałam się bez kul… Za bardzo mi przeszkadzały. Już miałam wychodzić, ale dostałam sms, podeszłam do telefonu, a tam wiadomość od Erika.
               „Hej Mała… Jest sprawa.. Wczoraj się Ciebie pytałem, czy pójdziesz ze mną na bal, ponieważ… To nie jest sprawa na telefon, daj znać jak będziesz mogła się spotkać. Pilne!”
Hehe… Heheszki… - pomyślałam. Jeszcze mi tego brakowało, żeby ten cieć się we mnie zakochał. Nie miałam czasu na takie bzdury, rzuciłam telefon na łóżko i wyszłam z komnaty, a na korytarzu spotkałam Christophera.
-Szukałem Ciebie. Chodź, muszę Ci coś pokazać.
Nic nie odpowiedziałam, po prostu poszłam za nim. Zaprowadził mnie do piwnicy, kiedy byliśmy już w środku zamknął drzwi na zamek, spojrzałam na niego z przerażeniem, a on powiedział tylko „zaufaj” i podszedł do stołu na którym było wiele kartek, karteczek i innych papierowych śmieci.
-Tutaj masz plan kanałów, w których toczą się wszystkie bitwy, tam na końcu znajduje się ich  baza. Jest inna niż na tym planie, ma więcej tuneli i zaułków, twoja mama znajduje się mniej więcej tu, na planie to miejsce zaznaczone jest jako woda… Tak jakby tam już się zaczynał typowy kanał, gdzie są odpady komunalne, ale musisz mi zaufać, że tam jest pomieszczenie. – spojrzał na mnie – Tak czy owak musimy jakoś zaatakować ich z zaskoczenia.  Tu masz plan ataku z tamtego – przełknął głośno ślinę – feralnego dnia… No patrz to miało nas nie zawieść, ale…
               -Okej kapuje, zawiodło. Daj mi to – wyrwałam mu to z rąk i studiowałam każdą kreseczkę na planie – skoro to zawiodło, to wiem co nie zawiedzie. Trzeba atakować w słaby punkt, wiadomo, że ta sala po środku nie jest słabym punktem. To chyba logiczne, to miejsce to coś jak salon w mieszkaniu. Trzeba atakować od strony kuchni lub coś w tym stylu. Ja bym w ogóle poszła od innej strony, no wiadomo, że najwięcej wartowników, czy jak się oni nazywają, będzie przy tunelu, w którym odbywają się wszystkie wojny. Trzeba ich kompletnie zaskoczyć. Dlatego ja bym puściła połowę z nas tunelem C, a drugą tunelem B. Tunel A zostanie pusty, kiedy ktoś ogłosi u nich alarm, wszyscy będą czatowali właśnie w tunelu A. Kiedy tam będzie ich większość będzie łatwiej odbić moją mamę, a wracając do… Tutaj, gdzie jesteśmy, tak zupełnie przypadkiem ich pozabijamy. No zdziwią się, że atakujemy ich z centrum ich siedziby a nie od naszej strony.
               -Jesteś genialna! Gdzie ty byłaś całe moje życie?! – krzyknął i mnie mocno przytuł
               -W sumie, to mieszkałam przez cały czas naprzeciwko Ciebie, a teraz Ty miażdżysz mi płuca!
               -Wybacz, mi – puścił mnie – to było genialne! Naprawdę! Nie mogę wyjść z podziwu. To ja lecę do Susane jej to pokazać!
Pobiegł do drzwi, otworzył je i wybiegł. Ja jakoś weszłam z powrotem na górę i zaczęłam zwiedzać. Kiedy podziwiałam jedno z obrazów na korytarzu złapał mnie za rękę jakiś zadyszany chłopak.
-Susane Cię szuka, to bardzo pilne podobno.
Pobiegł, z nadzieją, że będę biegła za nim… Po chwili wrócił.
-Sorki.. Zapomniałem o nodze, chodź za mną.
Ruszyłam za nim, kiedy znaleźliśmy się pod komnatą Susane, on odszedł i kazał mi wejść do środka. Tak też uczyniłam, weszłam nie pewnie, ona siedziała za biurkiem a obok stał podekscytowany Christopher.
-O! Świetnie, że już jesteś! – wykrzyczał
               -Uspokój się chłopcze. – powiedziała stanowczo, ale jednak przyjemnie Susane – Christopher opowiedział mi o twoim planie, jest naprawdę dobry! Dzisiaj wieczorem na spotkaniu, przedstawisz go chętnym, my zajmiemy się bronią. Christopher jest odpowiedzialny żeby Ciebie przygotować fizycznie do tego ataku, bo psychicznie widzę, że już jesteś. Nie marnujcie czasu, a o 21 macie być w sali, gdzie odbywają się wszystkie zebrania. On pokaże Ci gdzie to jest, a teraz idźcie na trening. To ważne – spojrzała na niego i kiwnęła głową w stronę drzwi.
On wyszedł, a ja za nim. Radość z Niego tryskała, zaprowadził mnie do sali gdzie były worki treningowe, jakieś bronie i takie tam różne.
-Umiesz w ogóle czymś walczyć.
               -Szczerze? To nie…
               -To zaczniemy od podstaw…
Zaczął mi tłumaczyć jak trzymać miecz i tak dalej. Wszystko po woli i spokojnie, poprawiał moje błędy i podnosił na duchu, jak czegoś nie mogłam zajarzyć. Było mi naprawdę ciężko się skoncentrować, ponieważ ból mojej nogi z każdym krokiem się nasilał, ale nie poddawałam się. Ta sprawa była zbyt ważna. Kiedy wybiła 21, szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę tej sali. Kiedy weszliśmy byli już tam wszyscy. Bez owijania w bawełnę zaczęłam im wszystkim to tłumaczyć, tak jak w tedy w piwnicy Christopherowi, wszystkim ten pomysł się spodobał. Zaczęliśmy omawiać szczegóły, kto jakim tunelem. Jeśli chodzi o osoby, które znam to Susane i Sophie idą tunelem B, a ja i Christopher tunelem C. Podobno tunel C jest bezpieczniejszy, nie wiem co może być bezpieczne w tunelu, w którym może dojść do krwawej rzeźni, ale ufam im wszystkim… Za niedługo się okaże czy dobrze zrobiłam. Wracając… W naszych planach wystąpił pewien mały kłopot, dzień ataku. Nie mogliśmy się zdecydować na jakiś konkretny dzień, ani na godzinę. Po pięciu minutach hałasu wrzasnęłam, żeby się w końcu zamknęli. Tak też wszyscy zrobili i patrzyli się na mnie.
-Boże, ludzie, ogarnijcie się. Ja mówię pojutrze o 20, jeśli komuś nie pasuje to ma problem. Musicie się zdecydować co jest dla was ważniejsze, wizyta u dentysty czy ta zemsta. Zachowujecie się jak banda gimnazjalistów, którzy myślą, że są dorośli, a jak dochodzi do ważnych dyskusji, taka jak tu teraz, to potrafią pożreć się o byle gówno! Nie mam zamiaru słuchać tego jak wy się tu wyzywacie i kłócicie o jeden posrany termin! Albo ten, który powiedziała, albo won mi stąd!
Nikt się dalej nie odezwał, wszyscy się na mnie patrzyli, w ogóle nic, żadnej reakcji, ruchu. Nawet nikt nie odchrząknął. Miałam dość tej ciszy i znowu się odezwałam:
-No ludziska, ale wy popadacie w skrajności! Albo gadacie jak najęci, albo w ogóle milczycie i żadnego słowa nie powiecie. Zgadzacie się z tym terminem, to znaczy wiecie, nie macie wyboru, ale chce mieć to potwierdzone.
Zaczęli kiwać głowami na znak zgody. Dumna z siebie wyszłam z sali i ruszyłam w stronę swojej komnaty. Kiedy byłam już na miejscu wzięłam telefon do ręki. Pięćdziesiąt wiadomości, dwadzieścia nieodebranych połączeń. Wszystkie od jednej i tej samej osoby, która była mi najmniej dzisiaj potrzebna. Wyjęłam baterię z telefonu i wyrzuciłam przez okno. Bardzo twórcze wiem. Jutro czeka mnie ciężki dzień, bardzo ciężki. Ściągnęłam stabilizator, rozpuściłam włosy, umyłam się szybko i poszłam spać.
Rano obudził mnie Christopher.
-Wstawaj śpiochu, trzeba trenować.
-Uhm… Już… - wstałam powoli z łóżka i wyciągnęłam się
On wyszedł z komnaty, ja się szybko ubrałam, włosy zaplotłam w warkocza i wyszłam. No oczywiście przed wyjściem założyłam stabilizator. Chris przez cały czas stał przed moimi drzwiami, ruszyliśmy szybko w stronę siłowni. Była dziwnie pusta, jutro ważny dzień, a nikt nie chce potrenować. Spojrzałam na niego pytająco, on od razu wiedział o co mi chodzi
-Jest kilka siłowni w budynku, tą zarezerwowałem tylko dla nas, bałem się, że zrobisz komuś krzywdę.
-Grunt to wsparcie ze strony nauczyciela – uśmiechnął się
-Nie mamy czasu na pogawędki, trzeba z Ciebie zrobić wojowniczkę. Mamy na to 35godzin, no jeszcze wliczając, że potrzebujemy najmniej 8godzin snu, a przed taką walką przydałoby się z 10godzin, to zostaje 25, a jeszcze przerwy na jedzenie to już tylko 24. Więc musimy wziąć się w garść –ja tylko kiwnęłam głową na znak zgody.
Szybko wzięliśmy się do nauki, w jakieś 10 godzin opanowałam walkę mieczem, bo jeśli chodzi o walkę nogami i pięściami to nie ma z tym problemu. Wychowałam się z młodszym bratem, i do tego mam stabilizator, naprawdę, jak komuś w coś tym przywalę to nie będzie temu komuś do śmiechu. W każdym bądź razie zostało nam jeszcze 14 godzin nauki, a teraz mamy przerwę na obiad. Pół godziny odpoczynku od niego. Szybko zjadłam zupę i drugie danie, które w ogóle nie przypominało jedzenie, ale to podobno doda nam siły. Wyszłam na dwór, żeby się dotlenić przed następną porcją ćwiczeń. Kiedy tak spacerowałam znalazłam się poza terenem dworu i spotkałam Erika.
-O hej, Roxana. Popatrz jakie spotkanie.
-No pięknie – spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze 15minut – masz pięć minut.
-Em… To tak chcę iść z Tobą na bal i na jutrzejszą imprezę do Margarett, właśnie dziewczyny bardzo się o Ciebie martwią, mam im coś przekazać?
-Jutro nie mogę, bo jutro jest ważny dzień dla mnie. A dziewczynom powiedz, że nic mi nie jest i raczej nic mi się nie stanie.
-Okej, to ile zostało nam jeszcze czasu? – uśmiechnął się, a ja spotkałam na zegarek, wskazówka przesunęła się tylko o jedną minutę.
-Nic… No popatrz, jak czas w twoim towarzystwie szybko płynie. Pa! – krzyknęłam i szybko ruszyłam w kierunku dworu.
Akurat kiedy dotarłam na miejsce minęło równo pół godziny mojej przerwy. Więc poszłam od razu na siłownie, już tam był Christopher, i zaczęło się. Pompki, przysiady, podnoszenie sztangi, bieganie, walka wręcz i wiele innych wyczerpujących ćwiczeń. Trenowaliśmy tak całą noc, do swojej komnaty wróciłam dopiero o 10 nad ranem. W tedy wzięłam relaksacyjną kąpiel i położyłam się spać. Za 10 godzin stanie się coś pięknego! Mam nadzieję…
____________________________________________________________________________________
Więc tak. Jeśli w ogóle ktoś to czyta to niech zostawi po sobie komentarz. Jeśli nie będzie więcej niż 3 komentarze (od różnych osób, nie od jednej i tej samej) to usuwam bloga i nie będzie dalszych rozdziałów.
Pozdrawiam Spitzamus

2 komentarze:

  1. pisz pisz dalej ja czytam.tylko mam małe opóźnienie i nadrabiam jakieś 5 rozdziałów ale to nic ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się ja ( i powyżej Katerine) czytamy twojego bloga. Naprawdę mnie wciągnęło. Od wczoraj zaczęłam czytać :P Jestem ciekawa jak to się skończy :)

    OdpowiedzUsuń