czwartek, 12 stycznia 2012

Rozdział III

-Ciocia Klara do mnie przyjeżdża. – powiedziałam od tak, w ogóle nie na temat.
-Co? Ale jak? – powiedziała Marg.
-Boże… Tylko nie ona! – zbulwersowała Elis.
-No niestety właśnie ona…
-Delegacja? – powiedziały obie jednocześnie.
-Tsa…
-Eh… - jęknęła Elis i spojrzała na mnie tak ze współczuciem i smutkiem na raz.
-Zakupy poprawią humor? – rzuciła Marg.
-Mi tak, a tobie? – powiedziałam do Elis.
-No pewnie! – rzuciła
Pozostawiłyśmy po sobie tylko syf. Wsiadłyśmy do mojego niezawodnego garubiska. Pojechałyśmy prosto do centrum. Straciłyśmy dobre parę godzin w nim na znalezienie swoich upragnionych kiecek. Marg, kupiła miniówę, beżową, przeplataną czarnym materiałem, a w pasie beżowy pasek z czarnymi kamykami, wszystko pod kolor. Ładne czarno-srebrne kolczyki łezki i bransoletki na rękę. Buty na wysokim obcasie, czarne, sznurowane, takie jakie są teraz modne. Elis została przy swoim stylu więc wybrała czarno-fioletową kieckę. Czarny gorset i pierwsza część falbowanych zakończeń, a spod nich wychodziły fioletowe. Była przyzwoicie krótka. Do tego czarne podarte rajtuzy i wysokie fioletowe conversy. Wbrew pozorom wygląda to zajebiście. Ja miałam największy problem, bo w ogóle nie miałam w głowie pomysłu na sukienki, a coś musiałam znaleźć. Najwięcej czasu straciłyśmy właśnie na mnie. Ale w końcu wybrałam dla siebie czarna sukienka, dekolt w serek i czarną wstążką na biodrach. Od ud w dół wycięcie w którym widać moje zgrabniutkie nóżki, i złote szpilki. Zakupy uważałyśmy za udane. Wszystkie odwiozłam do domu i sama z garbusikiem wróciłam do swojego. Tato gdy mnie zobaczył z zakupami od razu kazał zademonstrować się w sukience, pobiegłam na górę, przebrałam się i zeszłam na dół. Pobawiłam się trochę w modelkę. Mojemu tacie bardzo podobała się sukienka, to już jakiś plus. Na środku pokoju zatańczyłam z tatą walca, i w tedy właśnie doszłam do wniosku, że kupiłam sobie idealne buty do tańca. Usłyszałam parę miłych słów od taty, na temat wyglądu i tego, że jestem taka dorosła itd. Kiedy wchodziłam do swojego pokoju na piętrze tata zatrzymał mnie.
-Słuchaj Rox. – zaczął – jadę teraz ze zwierzakami…
-Z Damienem też?
-Też, też. Jadę z nimi do weterynarza… Ze zwierzakami, nie z Damienem.
-Jedno zaprzecza drugiemu…
-Nie ważne. Nie wiem o której wrócę, weterynarz jak zwykle będzie miał dużo roboty przy nich.
-A szczególnie, że Damien ma takie ADHD, nie usiedzi na stole i nie da się zbadać.
-Udam, że nie słyszałem.
-Jak chcesz. Idę się przebrać.
Weszłam do swojego pokoju, ubrałam się po domowemu, czyli bluzka męska z krótkim rękawem i dresy. Włosy związałam w byle jakiego koka. Kiedy siadałam do komputera to usłyszałam jak tato wychodził, więc już byłam sama w domu. Kiedyś nie przejmowałam się tym zbytnio, ale teraz ta samotność mnie przytłaczała. Weszłam sobie na jakieś blogi, o miłości, pierwszych pocałunkach i ble, ble, ble… Kiedy tak czytałam usłyszałam jakieś korki w salonie. W pierwszym momencie wpadła mi myśl: Jackob. Ale on był u weterynarza, razem z tatą i reszta ZOO. Teraz to się trochę zlękłam. Odeszłam od komputera, stałam na środku pokoju i patrzyłam się w drzwi. Po chwili ocknęłam się ze strachu, ponieważ doszłam do wniosku, że stojąc tak na środku pokoju wyglądam jak ostatni kretyn! Wzięłam to co miałam pod ręką, a raczej to co leżało na biurku. Otworzył drzwi nie wydając żadnych zbędnych dźwięków. Zauważyłam jakąś sylwetkę przy sofie. Była dziwna, taka nie ludzka, zniekształcona. Dopiero teraz przyszło mi do głowy żeby sprawdzić co mam przy sobie. Na ziemi leżał pasek do spodni, którego szukałam dzisiaj rano, a ogółem to wzięłam ze sobą mój telefon, pomadkę i dyktafon... No pięknie, mam pokonać jakiegoś włamywacza pomadką?! Dobrze, że nikogo nie ma w domu (po za tym czymś), bo bym wyszła na kretynkę. Chociaż nie… Nie dobrze że jestem sama! Ale muszę sobie jakoś poradzić, nie mam już pięciu lat i nie położę się na ziemi, nie będę płakać i krzyczeć, że chce do mamy… Właściwie, to ja chce do mamy! Od jedenastu lat mam takie uczucie, że będę płakać i krzyczeć: „Ja chce do mamy, ja chce mamę! Przyprowadźcie mi ją tu i teraz”, i w tedy ktoś mi ją przyprowadza i jest jak dawniej… Ale to tylko moja wizja tego, teraz nie będę nad tym rozmyślała, bo mnie jeszcze głowa zacznie boleć. A tak w ogóle to po domu chodzi mi coś co ani trochę nie przypomina człowieka, a ja się tak co chwila rozpraszam! Dyktafon obwiązałam gumką do włosów, którą ściągnęłam z głowy, i zaczepiłam ją do mojego paska. Spuściłam to przez barierki, które oddzielały mnie od podłogi na parterze… Oczywiście dyktafon włączyłam, nie należę do ludzi wybitnie mądrych, ale także nie należę to krytycznie głupich. W moim telefonie włączyłam aparat. Cyknęłam parę zdjęć i nakręciłam filmik. W sumie to nie wiem po co to wszystko zrobiłam. W pewnym momencie dostałam sms, osoba popatrzyła się w moją stronę. Ja szybko schowałam się za ścianą, nie mogłam wstać, bo by mnie zobaczyła i może porwała, zabiła! Miałam już czarne myśli. Kolana miałam przyciągnięte do klatki, i starałam się nie wydawać żadnych dźwięków, wolno oddychałam, prawie wcale, w myśli obiecałam sobie, że osobie której zachciało się do mnie napisać, zrobię bardzo wielką krzywdę. Usłyszałam syk… Koci syk… Chyba to się nazywa syk… W każdym bądź razie to było bardzo kocie! Potem słyszałam tylko „tup tup tup”, i trzaśnięcie drzwiami. Wyprostowałam nogi, wzięłam jeden głęboki oddech. Wbiegłam do pokoju i wyjrzałam przez okno, nikogo ani niczego podejrzanego nie widziałam. Tylko mojego sąsiada, w którym byłam bardzo zakochana od podstawówki, ale bałam się zagadać. Wchodził do domu, nie było to podejrzane, bo zawsze wracał o tej godzinie do domu. Zbiegłam na parter, wyłączyłam i schowałam do kieszeni dyktafon. Pociągnęłam za pasek i odłożyłam go na kanapę. Chodziłam po tych samych miejscach co to coś, ale nic ciekawego nie znalazłam. Wróciłam do swojego pokoju. Wgrałam na komputer zdjęcia i filmik. Zaczęłam je obrabiać, tak żebym cokolwiek widziała, bałam się skończyć pracy i zobaczyć efektu, a jeszcze bardziej bałam się odtworzyć nagranie. Kiedy jedno ze zdjęć skończyłam obrabiać (przydały się te wszystkie kursy o fotografowaniu itp.) to wynik mnie zszokował! Z paniki zamknęłam laptopa, wbiegłam na łóżko usiadłam i czułam się dziwnie. Trzęsłam się ze strachu, nerwowo spoglądałam na zegarek. „Kiedy wróci tato?”, tylko powtarzałam w myślach…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz