piątek, 13 stycznia 2012

Rozdział IV

Siedziałam tak z dobre pół godziny. W końcu wrócił tato, szybko zbiegłam na dół i się do niego przytuliłam, tak jakbym nie widziała go od roku, czułam się jak małe dziecko, które dostało zabawkę pod choinkę.
-Też się cieszę Rox, że ciebie widzę, ale będę bardziej zadowolony, jak pozwolisz mi oddychać…
-Przepraszam, nie miałam w planach ciebie udusić.
-Wszystko okej?
-N… - już mu miałam wszystko powiedzieć, ale nie chciałam go stresować przed wyjazdem – No tak, a czemu pytasz?
-A tak o, bo to normalne, że siedemnastolatka zbiega na łeb na szyję ze schodów i rzuca się tatusiowi w objęcia.
-Ja od zawsze nie byłam normalna – uśmiechnęłam się do taty, wzięłam moje zwierzaki do pokoju.
Kanarki w klatce postawiłam na biurku, naprzeciwko mnie, żebym je widziała. Mojego królika puściłam żeby pokicał sobie po pokoju, a mój pies położył się koło mnie. Miałam pewność, że na dole jest mój tato z bratem. Znowu zrobił się lekki chaos w domu i było normalnie. Przestałam się bać. Czułam obecność moich zwierząt, od razu zrobiło mi się lepiej. Spojrzałam na ten dyktafon tak jakby był tostem z podobizną Boga. W końcu odważyłam się go włączyć. W pokoju zrobiło się cicho, moje kanarki słuchały tego, pies też, królik tak samo.  Żadne z nich się nie ruszyło, nawet nie pisnęło. Wszyscy tylko słuchali nagrania. Ja osobiście słyszałam tylko kroki, stawiane bardzo zgrabnie i ostrożnie. Nagle usłyszałam potworny syk i już bardzo szybkie kroki. Różniły się od poprzednich, już nie było tej gracji. Myślałam, że dostanę zawału! Pomimo tego, że nagranie się skończyło, to moje zwierzaki dalej się w to wpatrywały. Co one tam słyszały? Otworzyłam laptopa, dalej było to paskudne zdjęcie. Boże, ja mam jakieś schizo! To zdjęcie przypominało mi… Pół kota, pół człowieka! Że co?! Przerobiłam następne zdjęcia, obejrzałam filmik. Masakra, no po prostu, twarz kota, oczy takie… Kocie… A ręce i nogi ludzkie. W pewnym sensie, pazury były długie i wyglądały na ostre. I albo mi się wydaje, albo na jednym ze zdjęć to coś ma ogon! Nie wierzę w to co widzę, oczy robią ze mnie jaja! No po prostu to żałosne, straszne i zabawne w jednym! Nagle ktoś bezczelnie wparował mi do pokoju, ja spadłam z krzesła, zaczęłam piszczeć. Moje kanarki zaczęły się drzeć, Jackob szczekać a Bobi schował się pod łóżko. I w tedy usłyszałam rechot mojego niedorobionego braciszka.
-No nieźle. W końcu udało mi się ciebie wystraszyć! – zaczął się jeszcze głośniej śmiać, w pewnym momencie przestał, zrobił poważną minę i spojrzał mi w oczy – moja konsola…
Wstałam, podniosłam krzesło, uspokoiłam zwierzaki, i ze stoickim spokojem w głosie, tak jakby nic się przed chwilą nie stało odparłam:
-Nie.
-Jak to nie? Co to znaczy nie?
-Do słownika.
-Wiem co to znaczy! Tydzień minął!
-Przedłużam o jeszcze jeden tydzień.
-Czemu?!
-Bo mam taki kaprys.
-Jesteś wyrodna!
-A ty ślepy i strasznie głośny.
I chyba właśnie w tym momencie zobaczył karteczkę na drzwiach z napisem „twoja konsola podłączona, leży w salonie.”
-I tak tego nie cofam – odparł i wyszedł.
-Mógłby już tu więcej nie przychodzić… - powiedziałam już do siebie.
Mojego psa wypuściłam na podwórko, i poszłam do kuchni zrobić sobie jakieś kanapki, w końcu od wizyty na mieście nic nie jadłam, a takie wydarzenia bardzo pobudzają apetyt. Stanęłam na środku kuchni i zastanawiałam się co zrobić na kolację. W pewnym momencie wparowała mi pewna myśl, jak olśnienie: Pizza! Teraz mam dylemat, sama mam zrobić czy zamówić. Po pewnym czasie, kiedy rozważałam za i przeciw doszłam do wniosku, że zamówię. Spytałam brata i taty jaką chcą. Po bardzo długich negocjacjach w końcu doszliśmy do kompromisu. Zamówiliśmy, tzn. ja zamówiłam, pizzę z pieczarkami i szynką. Kiedy tak sobie czekałam na dostawcę, chodziłam po salonie i szukałam… Nie wiem czego, po prostu wzięła mnie ochota na szukanie! Znalazłam. Co? Sierść. Ale nie psią, nie króliczą, taką inną. Nie z mojego domu. Wzięłam ją, i się jej przyjrzałam. Na pewno to nie była sierść moich zwierzaków, nie czesałam ich w domu, nawet one się nie lenią. Więc czyja? Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Odruchowo schowałam sierść do kieszeni, otworzyłam drzwi. Po drugiej stronie stał mój sąsiad.
-To ty pracujesz w pizzeri?
-Tak, już od 2tygodni. 20,80zł poproszę
-Już daję. I jak ci się pracuje?
-Super, dzięki. Proszę to twoje, jeszcze sosy – wyciągnął karton pizzy wręczył mi w ręce, na nim położył sosiki – życzę smacznego – i rzucił mi firmowy uśmiech.
-Dzięki. Miłego dnia – odwzajemniłam uśmiech, po czym zamknęłam chamsko drzwi.
Przyniosłam pizze na stolik, w salonie. I patrzyłam się dziwnie w tą pizze.
-Tak Rox, to jest pizza. Wiem, że w dzieciństwie nie poświęcałem ci wiele czasu, ale miałem nadzieję, że aż tak wielkich potem braków nie będziesz miała – zrobił bardzo dziwną minę.
-Tato wiem jak wygląda pizza.
-To ją opisz.
Otworzyłam pudełko i odparłam:
-Właśnie tak, ile kawałków.
-3. Zdałaś test.
-Ja też 3! – wykrzyczał mój brat, zbiegając ze schodów.
-Ty ledwo zjadasz 2! – nałożyłam mu te dwa, a sobie resztę.
Sosy też położyłam na stole i posmarowałam swoje kawałki czosnkowym. Kiedy już wszyscy się objadli to ja poszłam do kuchni zmywać. Za mną wszedł tato.
-O której jutro wychodzisz?
-Gdzie?
-No… Na imprezę do Marg…? – to było zdanie twierdzące zakończone znakiem zapytania.
-Aa! Zapomniałam zupełnie o tym! Dziękuje, że przypomniałeś.
-Więc?
-Co więc?
-O której wychodzisz! Ocknij się!
-Przepraszam, jestem troszeczkę rozkojarzona…
-Zauważyłem.
-W każdym bądź razie, wychodzę o 12.
-Tak wcześnie?
-Pomogę jeszcze w przygotowaniach etc.
-O której wrócisz?
-Jak wstanę.
-Ok., to poczekam z ciocią.
-Ciocia… - zrobiłam zniesmaczoną minę.
-Zmieniła się, obiecuje.
-Tsa… Idę na górę, położę się spać. Jestem zmęczona. Dobranoc – pocałowałam go w policzek
-Nie zapomnij się umyć! – krzyknął jak wychodziłam z kuchni.
-Coś sugerujesz?
-Nie, wcale… - zrozumiałam tę nutkę sarkazmu.
Poszłam na górę, przed otworzeniem drzwi od łazienki miałam małe wątpliwości. Bałam się, że powtórzy się wczorajsza noc. Ale raz kozie śmierć, idę się myć! Mój smród przewyższył strach! Weszłam do środka, zamknęłam się na klucz, tak dla ostrożności. Sprawdziłam kilka razy dla pewności, czy mogę się spokojnie umyć. Jednak dla pewności przyłożyłam krzesło do klamki. Teraz już mogę, jednak miałam dziwne przeczucie, że nie jestem sama, bałam się, że jestem obserwowana…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz