poniedziałek, 5 marca 2012

Rozdział VIII

Całą noc przesiedziałam buszując w Google, i czytając o kotołakach.
„Kotołak ma wzrost, siłę i wytrzymałość dorosłego człowieka, ale zwinność i szybkość kota To czyni go niezwykle groźnym przeciwnikiem dla każdego, kto stanie na jego drodze.
„…środowisku sprzecznym z charakterem zwierzęcia. Dla kotołaka jest nim woda i wszelkie podmokłe tereny.”
„Przyciąga ich kocimiętka, której zapachowi nie mogą się oprzeć.”
„Instynkt łowiecki każe im atakować małe zwierzęta, takie jak gryzonie, zające czy ptactwo”
„Kotołak atakujący człowieka na ogół stara się odstraszyć przeciwnika atakując pazurami i zębami. Większość ofiar śmiertelnych umiera w wyniku zadanych ran – z powodu infekcji, jedynie sporadycznie z powodu utraty krwi.”
 Mało który wojownik jest w stanie zabić kotołaka samodzielnie. W walce z szybkim jak strzała przemieńcem zgrana drużyna jest niezastąpiona. Nie powinno w niej zabraknąć kuszników, strzelających zatrutymi bełtami.”
Podsumowując, to jego wrogiem jest kocimiętka, woda i podmokłe tereny. Atakują ptaki, dlatego też zabił mojego Tuko. Atakuje ludzi, ale tylko w tedy gdy starają się bronić swojego dobytku. Z tego wynika, że Damien chciał obronić Tuko, a w tedy on się wkurzył i go zaatakował. Gdyby nie szybka reakcja cioci, i szpital mój brat byłby trupem! I miałabym już dwa krzyże pod gruszą! Nie no… Go chyba byśmy nie zakopali w ogródku… Dalej… Sama, nie zabiję kotołaka, więc będę musiała znaleźć jakąś grupę, która mi pomoże, ale też nie mam pewności, że wujek Google się nie myli. Tak czy siak, mając na myśli: „zgrana drużyna” nie mieli chyba na myśli trzech dziewczyn, które nie mają pojęcia o sztuce walki, nie licząc karate dla ślicznotek. „Nie powinno w niej zabraknąć kuszników”, skąd ja w tych czasach wynajdę kuszników, do jasnej cholery?! A teraz podsumuje całość, nie pokonam go. Czyli moje poszukiwania się nie zakończyły. Zaczęłam szukać jakiegoś gangu, który istnieje w tych czasach, i też chce wytępić kotołaków. Ten cel, był troszeczkę nierealny, tak samo jak kiedyś nierealne wydawało mi się, że będzie mnie w domu nawiedzał człowieko-kot. Dostałam e-maila, od osoby której kompletnie nie znałam. No może ją znałam, ale o tym nie wiem… No skądś musiała mieć mój adres e-mail… Treść wiadomości była następująca:
„Jutro o 24.00 spotykamy się w Starym Opuszczonym Domostwie.”
O cholera… To Domostwo jest nawiedzone, bynajmniej krążą takie plotki, że grasują tam jakieś duchy, które łakną zemsty, i każdy kto tam wejdzie zostanie przez nie opętany. I opętanie może odwołać tylko śmierć. Ale pal licho, idę. No bo co ja mam jutro robić, o północy? Spać? Tak jak dzisiaj… Pójdę i zobaczę, bez powodu mnie tam nie zaprosili. Tylko… Co z moim bratem? Nie mogę go zostawić samego, ani nie mogę wziąć go ze sobą, bo pogorszę tylko jego stan. Coś wymyślę, mam jeszcze cały dzień przed sobą. Poszperałam jeszcze trochę w Internecie, przy okazji sprawdziłam Facebooka, potem poszłam do łazienki. Umyłam się, umalowałam, ubrałam, spakowałam do szkoły. Sprawdziłam nawet czy faktycznie mam wszystkie lekcję odrobione, i bardzo dobrze, że to zrobiłam bo nie miałam wypracowania na biologię. Na całe szczęście było już zrobione, wystarczyło tylko wydrukować. Kliknęłam do druku i właśnie sobie uświadomiłam, że moja drukarka cicho nie chodzi, a mój brat śpi. Podczas drukowania, modliłam się żeby się nie obudził… Na całe szczęście obrócił się na drugi bok… Ciekawe czy to trudne funkcjonować z taką ilością bandaży… Mi kiedyś przeszkadzał usztywniony kciuk, a co on miał powiedzieć? Podpisałam i schowałam wypracowanie do podręcznika. Spojrzałam na zegarek, wskazywał pierwszą w nocy. No pięknie, jest pierwsza, a ja do szkoły normalnie wstaję o 6:30. Mam jeszcze pięć i pół godziny… Co ja mogę robić przez ten czas? No oczywiście, bo zamiast położyć się spać to „inteligentna” Roxana o pierwszej nocy będzie się szlajała po strychu, w poszukiwaniu Bóg wie czego… Owinęłam mojego brata kołdrą, wzięłam go na ręce, po schodach weszliśmy na strych. Położyłam go na starym łóżku, które tam stało, a sama wzięłam się za przeszukiwanie kartonów. W pierwszym, którym wzięłam do ręki były zdjęcia i jakieś notatki, po charakterze pisma, poznałam, że to notatki mamy. Uznałam, że będą mi bardzo potrzebne i położyłam je na łóżku, obok chrapiącego Damiena. Wzięłam się za przeszukiwanie następnych kartonów. Znalazłam tylko jakieś pluszami, zdjęcia, pamiątki etc. Kiedy już miałam wychodzić, w koncie przy drzwiach zauważyłam jakąś skrzyneczkę. Wzięłam ją do ręki, i zdmuchnęłam kurz. Co jak się potem okazało było złym pomysłem, bo zaczęłam się od niego dusić. Kiedy już mój kaszel się uspokoił, otworzyłam to. Był tam jakiś zaplombowany list i jakiś medalion, na liście pisało:
„Dla drogiej Samanthy”
Czyli dla mojej mamy, data wskazywała, że został wysłany rok przed jej zaginięciem. Naszyjnik założyłam na siebie, a list schowałam z powrotem do skrzynki, a ją odłożyłam na miejsce. Wzięłam mojego brata w „kokonie”, notatki wzięłam do buzi i zeszłam na dół. Damiena położyłam na łóżko, a sama zaczęłam studiować notatki. Zdążyłam zaledwie przeczytać:
„Kochany pamiętniczku”
Kiedy zadzwonił mój budzik, szybko go wyłączyłam, żeby nie obudzić Damiena. Przeniosłam go do pokoju cioci, żeby nie był sam. Zjadłam śniadanie, umyłam zęby, wyprowadziłam Jackoba na spacer. Kiedy już wszystkie te rzeczy zrobiłam, usiadłam na kanapie i oglądałam telewizję. Obejrzałam program „Imagination Movers” na Disney Channel, że ja nie wyrosłam jeszcze z bajek… Po tym serialiku zobaczyłam, że jest już 7:30, narzuciłam na siebie kurtkę, wzięłam torbę i wbiegłam do garbusika. Odpaliłam go i ruszyłam bo dziewczyny. Jako pierwsza do mojego auta wsiadła Elisabeth, razem pojechałyśmy po Marg. Elis, przez całą drogę patrzyła się na mnie tym swoim wzrokiem z serii: „łącze się z Tobą w bólu”, Margarett to zauważyła, bo od razu zapytała:
-Ej dziewczyny… Co się dzieje?
-Tuco mi zmarł… - odpowiedziałam prawie bezdźwięcznie.
-O matko przenajświętsza! – wykrzyczała – kiedy?!
-Wczoraj…
-O Boże… Tak mi przykro Rox.
-I to nie wszystko – powiedziała Elis, i na mnie spojrzała.
-Jeszcze mój brat został przez coś zaatakowany. Jest cały w bandażach i ranach, wygląda to paskudnie, uwierz mi na słowo.
-Wierzę… Mam nadzieje, że szybko wróci do poprzedniej formy – odrzekła Marg.
-Prędko to się nie stanie… - odparłam.
-Aż tak źle? – zapytały oby dwie, ja już nic nie powiedziałam, po prostu kiwnęłam głową.
Kiedy dojechałyśmy na miejsce, i wyszłyśmy z samochodu, Marg do mnie podeszła i mnie przytuliła, poleciało mi kilka łez… Lecz szybko się opamiętałam i weszłam do szkoły. Wrzuciłam torbę do szafki, złapałam za zeszyt i słuchałam paplania dziewczyn. Zadzwonił dzwonek i takim wolnym krokiem ruszyłam w stronę klasy, usiadłam w ławce i przez cały czas udawałam, jestem tam obecna. W sumie to na każdej lekcji udawałam, że jestem. Tak naprawdę myślami byłam gdzie indziej, zastanawiałam się co to za naszyjnik, jaką ma wartość, historię etc. Co tak naprawdę wydarzy się dzisiaj w nocy, co zrobię z moim bratem? Boję się go zostawić, martwię cię o Tweedy i nie tylko o nią. Na stołówce, wzięłam surówkę, i udawałam, że ją jem.
-Mama nie uczyła, że nie bawi się jedzeniem? – spytała Marg.
-Nie zdążyła… - odparłam.
Zapadła niezręczna cisza.
-Co robisz dzisiaj wieczorem? – pytanie skierowałam do Elis.
-A koło której?
-Hm… O północy?
-Wieczorem?!
-No okej… Co robisz w środku nocy. – poprawiłam się
-W sumie to… Hm… Niech się zastanowię… Śpię! – odparła.
-Mogłabyś dzisiaj u mnie nocować?
-Z jakiej to okazji? I w ogóle to o co chodzi ?!
-O ten tramwaj co nie chodzi, a pływa. Rozbiega się o to, że ja o północy muszę gdzieś wyjść, mojego brata nie mogę zostawić samego, nie ważne dlaczego… A ze sobą też go wziąć nie mogę, a jakby cioci zachciało się sprawdzić co u nas, a nas by nie było? A tak pomyśli, że ty to ja, i nie będzie się pluła. Długo mi nie powinno to zejść… A nawet gdyby to rano jak wstaniesz to zanieś Damiena do cioci, ona i tak wstaje o 10.
-Hm… Gdzieś?
-To nie jest istotne! Istotny jest fakt, że nie mogę zostawić Damiena samego i chcę żebyś mi pomogła oraz czekam na odpowiedź!
-Okej, spokojnie. Wpadnę do ciebie, o koło 23. Pasuje?
-Pasuje. Dziękuje. – powiedziałam i wyszłam ze stołówki.
Od pewnego czasu zachowuje się dziwnie, nawet ja się dziwię. Nawet nie zjadłam nic na tej przerwie, kiedy doszłam do swojej szafki i wzięłam książki od chemii zadzwonił dzwonek. Ruszyłam w stronę klasy, usiadłam na swoim miejscu. Po paru minutach do klasy wszedł nauczyciel, a w Sali zapadła błoga cisza.
-Dzień dobry. Dzisiaj będę przydzielał was do grup i będziecie mieli do wykonania projekt.
-No to świetnie – pomyślałam.
-A więc, zaczynamy od pierwszej grupy. Panna Elisabeth razem z… – i ta piękna sceniczna przerwa, która budzi napięcie –  panną Margarett.
-No to pięknie – powiedziałam do siebie.
Jeśli dziewczyny są razem, to mi się pewnie trafi taka osoba, że lepiej nie mówić.
-Następna grupa to panienka Roxana a jej partnerem będzie… - partnerem, no pięknie! – Tak! To będzie genialne połączenie, więc będziesz z Erikiem.
-Co?! – wykrzyczałam równocześnie z nim.
-Właśnie to co usłyszeliście. A teraz przydzielę wam resztę grup…
Reszty już nie słuchałam, no po prostu świetnie! Mam być w grupie z chłopakiem, i to akurat z Erikiem?! Co ja takiego zrobiłam światu? Wszystko się pieprzy…
Do końca lekcji użalałam się nad swoim losem. Potem zadzwonił dzwonek, wybiegłam z klasy, miałam zamiar szybko wrzucić podręczniki do szafki, i pojechać do domu, lecz w rzeczywistości wyszło zupełnie inaczej. Potknęłam się o własną nogę, zaliczyłam piękny upadek, a także poleciała mi krew z nosa. Kto mi pomógł wstać? No oczywiście, że Erik…
-Nic ci nie jest? – zapytał
-Nie nic mi nie jest, a to co cieknie mi ciurkiem z nosa to tylko ketchup, nie przejmuj się – odparłam ze szczyptą sarkazmu.
-To dobrze, bo już się zacząłem martwić.
-Głupek – powiedziałam. Zaczęłam szukać chusteczek. – Mam nadzieje że przyłożyć coś do tego projektu… - znalazłam chusteczki, przyłożyłam je do nosa i spojrzałam na niego.
-No pewnie, że tak. Nawet powiem ci szczerze, że wylosowałem dla nas zadanie – pomachał mi przed ręką białą karteczką. – to kiedy je zrobimy? – poruszył brwiami.
-Nie wiem, zgadamy się na gadu – odparłam szybko. – Jeśli nie poradzimy sobie z tematem, który wylosowałeś to cię skopie.
-Mam nadzieję, że damy sobie radę. – uśmiechnął się.
W tym momencie wyszły dziewczyny z klasy, szybko je porwałam i chciałam jak najszybciej opuścić mury tej przeklętej szkoły.
-Ty krwawisz? – powiedziała z przerażeniem Marg.
-Tak krwawię, zaliczyłam glebę na korytarzu i coś mi z nosa cieknie. – powiedziałam wsiadając do samochodu – ale boli…
-A słyszałaś może jakiś zgrzyt?
-Słyszałam tylko mocne ŁUP, ale spokojnie, to tylko moje ciało miało bliski kontakt z podłogą.
-Miałam na myśli fakt czy nie masz złamanego nosa.
-Tego nie da się w gips włożyć? – zapytała Elis., oby dwie się do niej równocześnie odwróciłyśmy i spojrzałyśmy na nią, z nadzieją, że sobie żartuje. – Okej, nie ważne.
-Do domu was odwieźć?
-Nie, na wysypisko śmieci. Oczywiście, że do domu! – powiedziała Elis.
Do końca drogi siedziałyśmy cicho i słuchałyśmy radia, jedyne kiedy się odezwałyśmy to przy pożegnaniu. Wróciłam do domu, weszłam do łazienki. Opanowałam w końcu ten krwotok z nosa. Przebrałam koszulkę, a poprzednią całą zakrwawioną wrzuciłam do łazienki cioci, ona już będzie wiedziała co z tym zrobić. Następnie weszłam do pokoju Damiena, widok dziecka leżącego w łóżku, obwiniętego bandażem nie jest przyjemny. Patrzył się w okno, nawet nie zauważył, że weszłam do tego pokoju. Z oczu zdołałam wyczytać, że bardzo cierpi, brakuje mu i ojca i matki, tęskni pewnie też za zabawami na dworze ze swoimi przyjaciółmi. Obwiniam się o to co tutaj zaszło, powinnam zostać w domu i bronić mojego brata i papużkę. Nie cofnę czasu, niestety, teraz muszę się zrehabilitować. Dlatego zostawiam go o północy, to nie jest logiczne, nawet ja tego nie rozumiem. Po prostu w głębi duszy czułam, że muszę się tam zjawić, a ten email nie był żadnym przypadkiem. Na całe szczęście mam takie przyjaciółki, które zrobią dla mnie wszystko, mogę na nie liczyć. Poskładałam ciuchy mojego brata, schowałam do szafki. Przyniosłam torbę do jego pokoju i zaczęłam odrabiać moje lekcje. Spakowałam się na następny dzień, mojemu bratu też odrobiłam lekcje. On niech się lepiej nie przemęcza, a takie zadania to ja wykonywać mogę, z miłą chęcią. Położyłam się koło niego na łóżku, leżeliśmy tak w milczeniu. Fajnie jest tak po całym dniu, położyć się i pomilczeć. Zaczęłam śledzić wszystkie wydarzenia od kiedy działy się te dziwne rzeczy w moim domu, zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, dlaczego to akurat mnie spotyka, czy moja mama ma z tym coś wspólnego? Czy ona w ogóle jeszcze żyje? Czy jest taka możliwość, że jeszcze ją spotkam? Wiele bym dała, żebym mogła ją spotkać, przytulić się i poplotkować. Jak za dawnych czasów, włączyć komedie, zamówić na ślepo pizzę. Po prostu dobrze się bawić z mamą, może i nawet pojechać na zakupy. Naprawdę dużo bym oddała. Nawet nie chodzi o to żebym to ja spotkała się z mamą, bardziej zależy mi na tym, żeby mój brat miał w końcu normalne dzieciństwo, żeby miał normalną rodzinę. Nie mówię, że moja rodzina jest patologiczna, po prostu chce aby mój brat miał mamę i tatę zawsze przy sobie oraz żeby mógł polegać na mnie jak na siostrze. Zawiodłam go, wiem… Bynajmniej ja tak uważam, że go zawiodłam, nie wiem jak on myśli, nie siedzę w jego głowie. Ciekawe jakie myśli gromadzą się w tej jego małej główce.
-Kolacja – powiedziała ciocia, wyrywając mnie z zamyśleń.
-Kolacja? Już? To która to godzina?
-Dwudziesta.
No to wszystko zajęło mi więcej czasu niż myślałam. Usiedliśmy przy jednym stole, i jedliśmy w ciszy. Zjadłam kilka kanapek, poczekałam aż ciocia umyje Damiena, pomogłam jej w owinięciu go bandażami. Zaniosłam go do swojego pokoju i położyłam do łóżka. Nakryłam go kołdrą, usiadłam koło niego i zaczęłam mu czytać bajki, po chwili usnął. Ja się podmalowałam linerem i tuszem, nałożyłam błyszczyk. Ubrałam moje trampki i skurzaną kurtkę. Na głowie zrobiłam artystyczny nie ład, czyli byle jaki kok. W pewnym momencie usłyszałam stukanie do okna, otrowrzyłam je, a za nim ujrzałam Elis.
-Dziękuje, kochana jesteś! – pocałowałam ją w policzek.
-Wpuścisz mnie do środka? – zapytała.
Pomogłam jej wślizgnąć się do środka.
-Tam masz łazienkę, naszykowałam ci już piżamkę, możesz się umyć, skorzystać z Internetu. Damien już śpi, więc nie hałasuj zbytnio, jeśli nie wrócę do zadzwonienia budzika to weź moją torbę, leży gdzieś na tym syfie – wskazałam na moje krzesło gdzie kładłam wszystkie ciuchy – zanieś do szkoły, włóż do mojej szafki, potem ją odbiorę.
-Spokojnie, poradzę sobie. Bierzesz telefon?
-Nie. Nie martwię się, ufam tobie. - pocałowałam ją na dowidzenia, weszłam na grubą gałąź która była zaraz przy moim oknie – zamknij je, ale tak porządnie.
-Okej, idź już! -  zachichotała.
Pomachałam jej, oczywiście poczekałam aż zamknie to okno. Sprawnym ruchem zeskoczyłam z drzewa, nie pierwszy raz to robię. Przeskoczyłam przez płot, wyciągnęłam swoją MP3, słuchawki włożyłam do ucha i włączyłam sobie Słonia – Bezdech. Odpręża mnie ta muzyka, idealnie pasuje do mojego nastroju, a także nasyca mój strach. Następnie przełączyła się na Słoń – Love Forever. Słuchając tych piosenek czas mi szybko płynął, nie wiem jakim cudem, ale znalazłam się już na miejscu. Zobaczyłam w jednym oknie światło, a więc to nie było kłamstwo, że się spotykają. Wyciągnęłam słuchawki i wyłączyłam MP3, ale muzyka dalej leciała mi w uszach. Podeszłam do wielkich drzwi. Serce waliło mi coraz bardziej, chciałam się wycofać i wrócić do domu, jeszcze szybciej niż jak tu przyszłam. Nie mogłam, już za dużo przeszłam, żeby zrezygnować z powodu głupiego strachu. Nagle drzwi się otworzyły chociaż nie pociągnęłam za klamkę, serce mi prawie wyskoczyło ze strachu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz