środa, 11 stycznia 2012

Rozdział II


Przebudziłam się nad ranem. Rozejrzałam się po pokoju i zastanawiałam się co to mogło być. Wiatr na pewno nie, miałam ochotę zobaczyć w Google, ale co wpiszę, „wiatr który wkrada się przez okno i przewraca pokój do góry nogami”? Bezsensu… Włączyłam komputer, ledwo co dałam się na dostępny, już konferencja na skejpie. Odebrałam i przywitał mnie miły głos Elisabeth.
-Witaj śpioszku – i w tedy zobaczyłam że nie jest tak rano, jak uważałam – Co to, tak wcześnie się położyłaś?
-Nie, nie… Po prostu, nie mogłam spać.
-Coś Ciebie męczy? – usłyszałam w głośnikach zatroskany głos Elis, uwielbiałam ją za to, że tak się martwi.
-Mnie? Tak! Nie mam w co się ubrać! A.. Rozumiem, to było do Roxany, która cierpi na bezsenność, a o biednej Margarett nikt nie pomyśli! Bez serca jesteście dziewczyny!
-Wybacz nam… A ta twoja nowa turkusowa kiecka? – zadałam to pytanie retorycznie, bo wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
-No chyba sobie kpisz! Nie bez powodu zapraszałam Erika żeby ubrać się w byle co! To musi być coś.. No wiecie! Ostrego! – uwielbiała to słowo, nie wiem co w nim było ale ona go stanowczo nadużywała – Coś takiego, że jak mnie zobaczy to mu kopara opadnie.
-A nie mogłabyś go oczarować swoją osobowością. To będzie lepsze od sukienki z dekoltem do pępka i odsłaniającą cały zadek – odpowiedziała Elisabeth, popierałam ją, ale wolałam przemilczeć.
-Ale z Ciebie nudziara! – mówiąc to ziewnęła do mikrofonu.
-Lepsze to niż chodzenie po szkole i zarywanie do nauczycieli! – krzyknęła Elis.
Wyłączyłam głośniki. Nie miałam ochoty słuchać ich kłótni. To było chamskie, wiem, powinnam je uspokoić itp. Ale nie mieszam się w cudze sprawy. Podczas gdy one się kłóciły zarzuciłam, na siebie bluzkę trzy rozmiary za dużą i dresy. Powiedziałam, że idę do kuchni po herbatę, nie usłyszałam odpowiedzi, bo głośniki dalej wyłączone. Zeszłam na dół, zobaczyłam że u mojego braciszka są już te małpiszony. Więc szybko przebiegłam do kuchni, podczas gdy oni oglądali Power Rangers. Jak można to oglądać?! Kiedy weszłam do pomieszczenia, włączyłam wodę żeby się zagotowała. Nagle wszedł tato i mnie wystraszył.
-Przepraszam, nie chciałem – odezwał się w końcu.
-Co się stało? – normalnie by się śmiał, więc coś musiało być nie tak.
-Dzwonili z pracy – odpowiedział  niechętnie.
-Na ile?
-Co?!
-Skoro dzwonili z pracy, a ty chodzisz smutny, to znaczy że masz delegację. Więc pytam na ile – mówiąc to szukałam mojej ukochanej herbatki, cytrynowej.
-W szafce z makaronami… A wracając do tematu, to na miesiąc.
-Czyli powiadasz, że przez miesiąc będziemy sami? – miałam taką cichą nadzieję
-Nie do końca…
-Mam już 17 lat! Zajmę się Damienem, bez niczyjej kontroli!
-Wiem, wiem. Masz już 17 lat, a tak dokładniej to 17 i pół. Ale boję się Was zostawić tu samych, przecież sama wiesz co się dzieje w naszym mieście.
-Tak wiem… - odpowiedziałam, choć naprawdę nie wiedziałam o co mu chodziło.
-Więc jutro o 20 wyjeżdżam, ciocia Klara będzie o 12.
-CIOCIA?!?! – zdziwiłam się – tak czy siak wracam jutro po południu. Więc nie czekajcie na mnie z obiadem… Zjem na mieście.
-Gdzie masz zamiar zjeść?
-Gdziekolwiek! Byle nie z nią, w pierwszy dzień mam się dowiedzieć że jem jak świnia? Będę miała jeszcze na to calutki miesiąc – powiedziałam zażenowana całą sytuacją – Idę do pokoju, dziewczyny czekają.
-Ok. Miłego dnia.
-Dzięki, nawzajem.
Pobiegłam na górę. Zatrzasnęłam drzwi, włączyłam głośnik.
-Jestem.
-Nareszcie, ile można czekać?! – przywitała mnie Marg. Po czym dodała – Za dwie godziny na zakupy, chyba pamiętasz?
-Tak… Tak… – odparłam
-Wszystko ok.? – zapytała mnie Elis.
-Jak zawsze, a nawet lepiej. – włączyłam gadu.
-Ok. To do zobaczenia za dwie godziny. Muszę się jeszcze jakoś ubrać. – powiedziała Margarett.
-Ok, narka. – powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Wiadomość na gadu, od Elis.
-Co się z Tobą dzieje?!
-Mój tata wyjeżdża w delegacje. Wraca za miesiąc. Do tego coś się złego dzieje.. Czuje to!
-R… O czym ty do mnie mówisz?! – często mówiła do mnie inicjałem imienia
-Musimy się spotkać. To nie rozmowa na gg.
-Ok. Pogadamy wieczorem po imprezie, pasi?
-Pasi i to bardzo. A na razie mówię ci papa.
-Papa.
Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 11:45. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam. Spojrzałam w lusterko, poprawiłam kredką oczy, pomalowałam rzęsy maskarą (bądź maszkarą, tak jak mówiłyśmy razem z Elis.) Moje długie blond włosy wyglądały potwornie. Zawsze były proste, tak jak by używała prostownicy, ale były takie naturalnie. Dzisiaj zaczęły się wywijać, nie podobało mi się to. Związałam je byle jak w kok i zbiegłam na dół. Spakowałam do torebki potrzebne rzeczy, zarzuciłam kurtkę, owinęłam się szalikiem. Sięgnęłam po kluczki do garbuska, wychodząc rzuciłam szybko:
-Wychodzę, nie wiem o której będę.
-Na razie. – usłyszałam zaspany głos taty.
Weszłam do mojego garbusika. Spojrzałam na zegarek, pokazywał 12:30. Akurat dojadę na czas. Zastanowiłam się co powiem wieczorem Elis, że zaatakował mój pokój wiatr?! Przecież ona weźmie mnie za wariatkę. O ile już o mnie tak nie myśli. No cóż, pomyślę jak się spotkamy. Przekręciłam kluczyk, włączyłam radio. Akurat trafiłam na wiadomości:
„Zaginęło dwójka nastolatków. Michael D. oraz Erin S. Zaginęli tamtej nocy […] W pokoju nastolatków jest straszny bałagan […] Ucieczka została wykluczona […] Szukamy dalej sprawcę” – Właśnie zrozumiałam o czym mówił tato.
Oby dwoje chodzili do mojej szkoły. Byli w 3 klasie. W pokoju był bałagan, i to przydarzyło mi się wczoraj… O matko! Jak dobrze, że lubię się myć! Gdyby nie to, nie wiadomo co by się stało. Ale… Co to kurwa było? Dojechałam pod park, już czekały na mnie dziewczyny i wskoczyły mi do samochodu. Oczywiście Marg usiadła z przodu, a Elis na tylnim siedzeniu.
-No heeej. To gdzie najpierw jedziemy? – zapytała Marg
-Starbucks? – odpowiedziała Elis.
-No okej – powiedziałyśmy chórem.
Podczas drogi było bardzo wesoło, śpiewałyśmy piosenki które leciały w radiu i takie tam podobne. Kiedy dojechałyśmy na miejsce wyłączyłam garbusa, weszłyśmy do środka, rozgościłyśmy się na naszych ukochanych fotelach i zaczęłyśmy zastanawiać się co bierzemy. W końcu doszłyśmy do wniosku – gorąca orzechowa czekolada i ciacho na zagrychę.

1 komentarz:

  1. "O matko! Jak dobrze, że lubię się myć! Gdyby nie to, nie wiadomo co by się stało." - hahahaha, rozwaliłaś mnie tym tekstem.
    Swoją drogą ciekawe o co chodzi... ;>

    OdpowiedzUsuń