Z mojego snu wyrwał mnie budzik. Rozejrzałam się po pokoju, wiedziałam, że coś się wczoraj w nocy wydarzyło, tylko nie do końca wiedziałam co. Narzuciłam na siebie bluzę, bo było dzisiaj bardzo chłodno w domu. Bynajmniej w moim pokoju. Zeszłam na parter, było cicho, nikogo nie było. W sumie to nawet się nie zdziwiłam, bo kto normalny wstaje o 7:30? Weszłam do kuchni, poszperałam po szafkach, w końcu zdecydowałam się na jajecznicę. Miałam dziwne wrażenie, że to już kiedyś przeżyłam, takie Deja vu. Jajecznicę zjadłam na kanapie, oglądając powtórki filmów. Talerz wrzuciłam do zlewu, i od razu go umyłam. Poszłam do pokoju mojego taty, było w nim ładnie pościelone, jak nigdy. Na łóżku leżała kartka:
„Pojechałem na zakupy z Damienem, wrócimy
około godziny 12. Jak byś czegoś potrzebowała
to dzwoń.
Tatuś J”
Okej, są na zakupach, pewnie znowu Damien coś marudził, że coś bardzo chce i robił cyrki. Ma gówniarz szczęście, że mnie nie obudził. W tym momencie, przeszedł mnie zimny dreszcz, przed oczami miałam widok wczorajszej postaci, jak chodzi mi po domu. Widziałam jak się zakrada, widziałam wszystko co robiła pomimo, że mnie przy niej nie było. Potem widziałam jak ucieka, wybiega z mojego domu i znika… Następnie miałam obraz z nocy, jak się kąpałam. Ta sama postać była u mnie w domu, grzebała mi w rzeczach, szukała czegoś, kiedy usłyszała mnie w łazience, za wszelką cenę chciał się do mnie dostać. W pewnym momencie poddał się, ale nie wyszedł z pokoju, nie wyskoczył przez okno. Po prostu znikł w ciemności. Wróciłam do teraźniejszości, ręce całe mi się trzęsły. Rozglądałam się niespokojnie bo mieszkaniu, szukałam tego czegoś… Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że on tu jest, że się na mnie patrzy, że mój strach sprawia mu frajdę. W końcu stanęłam na środku domu, i zaczęłam krzyczeć. Nie wiem co krzyczałam, po prostu w przypływie emocji słowa nasuwały mi się na język i je krzyczałam, ale to brzmiało mniej więcej tak:
- No dalej wyjdź, ty tchórzu, nie chowaj się po kątach! Staw mi czoło!
Bałam się, strach wyżerał mnie od środka, ale starałam się zrobić wszystko, tylko żeby on po mnie tego nie poznał. Usłyszałam, jakiś szmer, szelest i wyszedł… A może raczej wyszło to coś z ukrycia. Wczoraj wzrok mnie nie mylił, to coś naprawdę było pół kotem, pół człowiekiem. Wyglądało paskudnie, jak jakiś nie udany eksperyment naukowy, jak dziecko zmutowane, jak te dziwne ludzie z „oszukać przeznaczenie”. Paskudne… Rzygać mi się zachciało! Cofnęło mi się jajecznica, ale powstrzymałam to pragnienie zwymiotowania i po prostu stałam i go obserwowałam. Miał dziwną, spłaszczoną kocią twarz. Tułów, ludzki, umięśniony, pazury przypominały mi raczej szpony, wielkie ostre. Mógłby mnie nimi rozedrzeć na strzępy. I naprawdę miał ogon! Ten fakt wstrząsnął mną jeszcze bardziej, aż zrobiłam dwa kroki do tyłu.
-Już nie jesteś taka odważna, co? – powiedział, jego głos był dziwny, mało ludzki, ale też nie bardzo zwierzęcy. Trudno go opisać.
-Nie boję się Ciebie! – powiedziałam, choć i tak wiedziałam, że kłamie.
Zaśmiał się, diabelnie, okrążył mnie i powiedział:
-Nie odrodna córka swojej mamy.
Odskoczyłam.
-Skąd znasz moją mamę?! – zaczęłam krzyczeć – zrobiłeś jej krzywdę?! Wiesz co się z nią dzieję?!
-Nic o niej nie wiem. – zwracając się do mnie ukłonił mnie, co mnie bardzo zdziwiło
-Czego wczoraj szukałeś u mnie w domu? Gdzie są kartki z mojego pamiętnika!
-Ah… O tym mówisz. Powiedzmy, że były mi potrzebne, ok? Jakby ktoś pytał, to je pożyczyłem.
-Pożyczyłem, mówisz? Więc je oddasz?
-Hm… To może po prostu je sobie przywłaszczyłem.
-Ukradłeś.
-Oh… Aż taki podły nie jestem. – uśmiechnął się
-Gdzie moja mama? – powiedziałam pewna siebie, sama przeraziłam się pewności w moim głosie.
-A więc… - wypowiedź przerwał mu mój tato, który właśnie wrócił do domu.
Syknął wystraszony i uciekł. A ja stałam i wlepiałam się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą on stał.
-Roxana? Wszystko Ok.? – usłyszałam zmartwiony głos taty.
Ocknęłam się z morza własnych myśli, i szybko odpowiedziałam.
-Tak, tak. Wszystko ok.
-Jeszcze nie u Marg?
-Jak widać… Zaraz się ubiorę i do niej jadę.
-Odwieźć Cię?
-Nie trzeba, sama pojadę. Ty się spakuj i naszykuj, w końcu jutro wyjeżdżasz… A właśnie… Kiedy będzie ciocia?
-Za jakąś godzinę powinna tu być.
-A więc czas mnie goni. – uśmiechnęłam się do taty, i pobiegłam na górę.
Okno po raz kolejny było otwarte, szlag mnie trafi jak on znowu wejdzie tutaj przez okno! Najlepiej żeby w ogóle tutaj nie przychodził, tylko problemów mi narobił! Skąd on w ogóle zna moją matkę? Ta sprawa bardzo poważnie mi śmierdziała, ale nie miałam ochoty o tym teraz myśleć. Zaraz będzie super impreza i nikt mi jej nie zepsuje! Moją sukienkę, buty, kosmetyki i biżuterię włożyłam do torebki. Na siebie narzuciłam jeansy, czerwoną koszulkę i czarną bluzę. Torebkę wzięłam do ręki, chwyciłam prawko, kluczyki i zeszłam na dół. Ubrałam moje kochane biało-fioletowe reeboki. Narzuciłam na siebie płaszcz i weszłam do samochodu, torebkę rzuciłam na tylnie siedzenie. Pojechałam okrężną drogą do Marg, musiałam jeszcze trochę ochłonąć. Kiedy dojechałam już na miejsce, wyjęłam kluczyki, ale nie wyszłam. Siedziałam jeszcze długo, i starałam wszystkie wydarzenia z ostatnich dni, jakoś poukładać w głowie. Czemu akurat to mnie spotyka? Dlaczego to coś zna moją mamę? Czy nasza rodzina ma jakąś klątwę? Doszłam do wniosku, że jak wrócę do domu, to będę musiała porządnie przeszukać wszystkie pamiątki rodzinne, a na razie idę na imprezę i nikt mi tego nie może zepsuć! Kiedy tak rozmyślałam to doszłam do wniosku, że nie przywiozłam nic na tą imprezę. Pojechałam w trybie natychmiastowym do najbliższego monopolowego, kupiłam Finladię, i wróciłam pod dom Marg. Wzięłam torebkę, alkohol i weszłam do jej domu.
-Witamy, witamy, na imprezę zapraszamy! – przywitały mnie wariatki.
Zaczęłyśmy się ściskać, kiedy już emocje opadły, wódkę włożyłam do lodówki. Razem z Elisabeth zajęłyśmy się jedzeniem, wsypywałyśmy chipsy do misek, robiłyśmy kanapki etc. Marg, ozdabiała pokój. Kiedy już pokój wyglądał bosko, a przekąski były już zrobione, przelałyśmy soki, do dzbanków, postawiłyśmy na stół, ustawiłyśmy też plastikowe kubki. Szklane zostawiłyśmy na mocniejsze rzeczy… Udałyśmy się na górę, świetnie się bawiłyśmy malując się. Kiedy byłyśmy razem jakoś tak czas szybciej leciał. Szybko się umalowałyśmy, ubrałyśmy, w skrócie – zrobiłyśmy się na bóstwo. Zeszłyśmy na dół, i co zastałyśmy? Syf! Po prostu syf przez wielkie S! Może nie syf, ale burdel! Chrupki leżały na ziemi, dekoracje zostały zerwane. W oczach dziewczyn widziałam strach, w moich raczej panował spokój, po ostatnich zdarzeniach przywykłam do tego. Szybko wzięłam się za zawieszanie dekoracji, próbowałam jakoś to wszystko przywrócić do stanu używalności. Spojrzałam na chrupki i powiedziałam do dziewczyn:
-Jak myślicie, minęło już pięć sekund?
-Myślę, że tak – odpowiedziała mi Elis, ale tak cichutko, że ledwo co słyszałam.
Dziewczyny z jedzenia uratowały to co się dało, po wielkich zmaganiach, sala wyglądała w miarę dobrze. Oczywiście nie była taka piękna jak wcześniej, ale też nie taka okropna jak jeszcze 15minut temu. Naprawdę ciężko sprząta się sale w sukienkach i szpilkach. Usiadłyśmy na kanapie, żeby złapać oddech, lecz długo ta chwila nie trwała. Zaraz zjawili się pierwsi goście, musiałyśmy się nimi zająć. Włączyłam muzykę, polały się pierwsze drinki. Impreza rozpoczęła się na maksa, już nic nie może zniszczyć mi tego wieczoru! To będzie najlepsza impreza w moim życiu, i nikt ani nic mi tego już nie zniszczy!
„Pojechałem na zakupy z Damienem, wrócimy
około godziny 12. Jak byś czegoś potrzebowała
to dzwoń.
Tatuś J”
Okej, są na zakupach, pewnie znowu Damien coś marudził, że coś bardzo chce i robił cyrki. Ma gówniarz szczęście, że mnie nie obudził. W tym momencie, przeszedł mnie zimny dreszcz, przed oczami miałam widok wczorajszej postaci, jak chodzi mi po domu. Widziałam jak się zakrada, widziałam wszystko co robiła pomimo, że mnie przy niej nie było. Potem widziałam jak ucieka, wybiega z mojego domu i znika… Następnie miałam obraz z nocy, jak się kąpałam. Ta sama postać była u mnie w domu, grzebała mi w rzeczach, szukała czegoś, kiedy usłyszała mnie w łazience, za wszelką cenę chciał się do mnie dostać. W pewnym momencie poddał się, ale nie wyszedł z pokoju, nie wyskoczył przez okno. Po prostu znikł w ciemności. Wróciłam do teraźniejszości, ręce całe mi się trzęsły. Rozglądałam się niespokojnie bo mieszkaniu, szukałam tego czegoś… Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że on tu jest, że się na mnie patrzy, że mój strach sprawia mu frajdę. W końcu stanęłam na środku domu, i zaczęłam krzyczeć. Nie wiem co krzyczałam, po prostu w przypływie emocji słowa nasuwały mi się na język i je krzyczałam, ale to brzmiało mniej więcej tak:
- No dalej wyjdź, ty tchórzu, nie chowaj się po kątach! Staw mi czoło!
Bałam się, strach wyżerał mnie od środka, ale starałam się zrobić wszystko, tylko żeby on po mnie tego nie poznał. Usłyszałam, jakiś szmer, szelest i wyszedł… A może raczej wyszło to coś z ukrycia. Wczoraj wzrok mnie nie mylił, to coś naprawdę było pół kotem, pół człowiekiem. Wyglądało paskudnie, jak jakiś nie udany eksperyment naukowy, jak dziecko zmutowane, jak te dziwne ludzie z „oszukać przeznaczenie”. Paskudne… Rzygać mi się zachciało! Cofnęło mi się jajecznica, ale powstrzymałam to pragnienie zwymiotowania i po prostu stałam i go obserwowałam. Miał dziwną, spłaszczoną kocią twarz. Tułów, ludzki, umięśniony, pazury przypominały mi raczej szpony, wielkie ostre. Mógłby mnie nimi rozedrzeć na strzępy. I naprawdę miał ogon! Ten fakt wstrząsnął mną jeszcze bardziej, aż zrobiłam dwa kroki do tyłu.
-Już nie jesteś taka odważna, co? – powiedział, jego głos był dziwny, mało ludzki, ale też nie bardzo zwierzęcy. Trudno go opisać.
-Nie boję się Ciebie! – powiedziałam, choć i tak wiedziałam, że kłamie.
Zaśmiał się, diabelnie, okrążył mnie i powiedział:
-Nie odrodna córka swojej mamy.
Odskoczyłam.
-Skąd znasz moją mamę?! – zaczęłam krzyczeć – zrobiłeś jej krzywdę?! Wiesz co się z nią dzieję?!
-Nic o niej nie wiem. – zwracając się do mnie ukłonił mnie, co mnie bardzo zdziwiło
-Czego wczoraj szukałeś u mnie w domu? Gdzie są kartki z mojego pamiętnika!
-Ah… O tym mówisz. Powiedzmy, że były mi potrzebne, ok? Jakby ktoś pytał, to je pożyczyłem.
-Pożyczyłem, mówisz? Więc je oddasz?
-Hm… To może po prostu je sobie przywłaszczyłem.
-Ukradłeś.
-Oh… Aż taki podły nie jestem. – uśmiechnął się
-Gdzie moja mama? – powiedziałam pewna siebie, sama przeraziłam się pewności w moim głosie.
-A więc… - wypowiedź przerwał mu mój tato, który właśnie wrócił do domu.
Syknął wystraszony i uciekł. A ja stałam i wlepiałam się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą on stał.
-Roxana? Wszystko Ok.? – usłyszałam zmartwiony głos taty.
Ocknęłam się z morza własnych myśli, i szybko odpowiedziałam.
-Tak, tak. Wszystko ok.
-Jeszcze nie u Marg?
-Jak widać… Zaraz się ubiorę i do niej jadę.
-Odwieźć Cię?
-Nie trzeba, sama pojadę. Ty się spakuj i naszykuj, w końcu jutro wyjeżdżasz… A właśnie… Kiedy będzie ciocia?
-Za jakąś godzinę powinna tu być.
-A więc czas mnie goni. – uśmiechnęłam się do taty, i pobiegłam na górę.
Okno po raz kolejny było otwarte, szlag mnie trafi jak on znowu wejdzie tutaj przez okno! Najlepiej żeby w ogóle tutaj nie przychodził, tylko problemów mi narobił! Skąd on w ogóle zna moją matkę? Ta sprawa bardzo poważnie mi śmierdziała, ale nie miałam ochoty o tym teraz myśleć. Zaraz będzie super impreza i nikt mi jej nie zepsuje! Moją sukienkę, buty, kosmetyki i biżuterię włożyłam do torebki. Na siebie narzuciłam jeansy, czerwoną koszulkę i czarną bluzę. Torebkę wzięłam do ręki, chwyciłam prawko, kluczyki i zeszłam na dół. Ubrałam moje kochane biało-fioletowe reeboki. Narzuciłam na siebie płaszcz i weszłam do samochodu, torebkę rzuciłam na tylnie siedzenie. Pojechałam okrężną drogą do Marg, musiałam jeszcze trochę ochłonąć. Kiedy dojechałam już na miejsce, wyjęłam kluczyki, ale nie wyszłam. Siedziałam jeszcze długo, i starałam wszystkie wydarzenia z ostatnich dni, jakoś poukładać w głowie. Czemu akurat to mnie spotyka? Dlaczego to coś zna moją mamę? Czy nasza rodzina ma jakąś klątwę? Doszłam do wniosku, że jak wrócę do domu, to będę musiała porządnie przeszukać wszystkie pamiątki rodzinne, a na razie idę na imprezę i nikt mi tego nie może zepsuć! Kiedy tak rozmyślałam to doszłam do wniosku, że nie przywiozłam nic na tą imprezę. Pojechałam w trybie natychmiastowym do najbliższego monopolowego, kupiłam Finladię, i wróciłam pod dom Marg. Wzięłam torebkę, alkohol i weszłam do jej domu.
-Witamy, witamy, na imprezę zapraszamy! – przywitały mnie wariatki.
Zaczęłyśmy się ściskać, kiedy już emocje opadły, wódkę włożyłam do lodówki. Razem z Elisabeth zajęłyśmy się jedzeniem, wsypywałyśmy chipsy do misek, robiłyśmy kanapki etc. Marg, ozdabiała pokój. Kiedy już pokój wyglądał bosko, a przekąski były już zrobione, przelałyśmy soki, do dzbanków, postawiłyśmy na stół, ustawiłyśmy też plastikowe kubki. Szklane zostawiłyśmy na mocniejsze rzeczy… Udałyśmy się na górę, świetnie się bawiłyśmy malując się. Kiedy byłyśmy razem jakoś tak czas szybciej leciał. Szybko się umalowałyśmy, ubrałyśmy, w skrócie – zrobiłyśmy się na bóstwo. Zeszłyśmy na dół, i co zastałyśmy? Syf! Po prostu syf przez wielkie S! Może nie syf, ale burdel! Chrupki leżały na ziemi, dekoracje zostały zerwane. W oczach dziewczyn widziałam strach, w moich raczej panował spokój, po ostatnich zdarzeniach przywykłam do tego. Szybko wzięłam się za zawieszanie dekoracji, próbowałam jakoś to wszystko przywrócić do stanu używalności. Spojrzałam na chrupki i powiedziałam do dziewczyn:
-Jak myślicie, minęło już pięć sekund?
-Myślę, że tak – odpowiedziała mi Elis, ale tak cichutko, że ledwo co słyszałam.
Dziewczyny z jedzenia uratowały to co się dało, po wielkich zmaganiach, sala wyglądała w miarę dobrze. Oczywiście nie była taka piękna jak wcześniej, ale też nie taka okropna jak jeszcze 15minut temu. Naprawdę ciężko sprząta się sale w sukienkach i szpilkach. Usiadłyśmy na kanapie, żeby złapać oddech, lecz długo ta chwila nie trwała. Zaraz zjawili się pierwsi goście, musiałyśmy się nimi zająć. Włączyłam muzykę, polały się pierwsze drinki. Impreza rozpoczęła się na maksa, już nic nie może zniszczyć mi tego wieczoru! To będzie najlepsza impreza w moim życiu, i nikt ani nic mi tego już nie zniszczy!
Poproszę o następny rozdział :)
OdpowiedzUsuń